Tuesday, August 11, 2009
Friday, June 12, 2009
Thursday, April 23, 2009
czas leci i leci. normalne ponoć.
jakby się zastanowić, to ciekawe ile zostało tych dni do końca życia?
rzadko kiedy żyjąc myślimy o tym jakie życie kruche. jak pył, jak coś słabszego od pyłu nawet. patrząc wstecz raz w życiu doszedłem tylko do tego, jak kruche życie jest. co ciekawsze, a może wcale nie - na łonie natury. w miejskiej/wiejskiej czy też jakiejkolwiek innej koloni ludzkiej czujemy się, nazwijmy to "pewnie".
naturalnie, nienaturalnie życie miejskie toczy się dalej. Iwona przeprowadziła się do Warszawy. w domu zostałem sam z bojownikiem syjamskim, który wg. pani z zoologika powinien żyć do 12 m-cy. ten nasz coś chyba z tych ponadczasowych, przeterminowanych. i dobrze, jak mu dobrze, to niech se dalej pływa w kółko w tej szklanej kuli. to jest dopiero życie.
ah, no i kilka dni temu stwierdziłem, że chciałbym być kiedyś drzewem. jakimś takim fajnym. nie krzakiem, ale drzewem. ważnym drzewem, chociaż każde drzewo jest ważne.
z istotnych, poznałem Gosię. po 18 latach...z dziecka do większego dziecka, z przystani żeglarskiej w Kobylej Górze, ehh. ciekawe spotkanie i od razu wskok na wysoki bieg. dzieje się. pojawiły się mózgowe zawirowania, widocznie tak ma być.
jason adasiewicz też jest niezły. dobrze się go słucha.
aaa, no i wypadałoby wspomnieć o zmianie, a w zasadzie kupnie samochodu. jakby nie patrzeć pierwszego. Volvo. ło jezuuu, jakoś zawsze chciałem mieć Volvo albo Saab'a.
no i mam. co ciekawsze fajna to sprawa, choć szybko o nim zapomniałem. super długo o nim myślałem, od małego właściwie... i co? mam go, i co?. i go mam i o szybko o nim zapomniałem, że go mam. tak to w życiu jest. stawiasz sobie cel, dążysz do niego, osiągasz go, i co? nic. cel osiągnięty. obierasz nowy cel i dalej jechane z podjarką, że dążysz do czegoś. tak na prawdę, to dążenie w tym wszystkim jest właśnie najlepsze. tak jak z życiem trochę. tak na prawdę człowiek dąży do śmierci, ale czy osiągnięcie śmierci jest takie git? jak osiągnę, to się dowiem... tylko, że już raczej tego nie napiszę. ale co tam, tak ma być.
a! super ważna rzecz. zacząłem znów jeździć na nartach. to jest czad. nie tam dyplom z uczelni, czy jakiś samochód.
ps. poznawanie jest najlepsze.

Warszawa - do góry nogami

Volvo V40, 1.9 TD, 1998

the Kurws, próba kwiecień 2009 (przygotowania do pierwszego koncertu 08.05.2009 @ CRK)

Ifcio w Warszawie, Park Łazienkowski (zupełnie inna warszawa)

Go - salon figur woskowych (Ostrzeszów, Baszta)

Efcio, Jasio & Ifcio (okres przeprowadzkowy, jeszcze na Piławskiej)

księżna Diana & Berga (kwiecień 2009). spotkanie po latach.
moja afrykańska siostra, najprawdziwsza.

w pracy jest spoko.
Wednesday, February 04, 2009
Sunday, January 25, 2009
Kilka godzin zajęło mi zanim zorientowałem się, że nie znajdę skrzyżowania z jasnym i klarownym znakiem, dopóki go sam sobie nie wybuduję. Jaki człowiek głupi...
ps. Polacy to bardzo śmieciarski naród, tegoroczna zima po raz kolejny to udowodniła. Ubolewam nad tym.
A jednak! stało się.
8 długich zaocznych lat przeplatanych codziennością. Coś do czego dążyło się niczym na ślepo dobiegło końca. Pierwszy etap, który w normalnym trybie trwa 3 lata, u mnie zajął trochę więcej czasu. Czy coś się zmieniło? Nie sądzę.
To, co na prawdę warte uwagi, to myśli, które po zakończeniu studiów (przymusowych? należytych? wskazanych?) dopiero teraz (wolno, bo wolne, ale!) dają do myślenia - o co Ci chodzi?! Co ma sens, a co nie ma sensu? Co warto robić, a czego nie warto? W co warto brnąć, a w co nie warto? Pomimo różnorakich wydarzeń jakie miały miejsce na przestrzeni ostatnich 8 lat dalej stoję na prostej, wydawać by się mogło bez końca. Szukam skrzyżowania z jasnym i klarownym znakiem.
ps. obecna prosta droga przebywana jest tylko siłą inercji. to nie jest dobre.



















Jak widać życie toczy się. W sesji zdjęciowej przełomu zimowego 2008/2009 załapali się starzy przyjaciele i i dobrzy znajomi. Od guździołowych imienin poprzez koncert Helmet, niedoszłą saunę z Agimem, Patryszakiem, Chrzankiem i Spasem, poprzez Kawusa, Larego, Gosię na ścianie (o dzięki Ci Panie za te odświeżenie!), Moreckiego i cycatego już teraz Huberta :-) ...a ha, Big Cyc pojawił się wczoraj w Firleju cały! Foty nie mamy ;)
Sunday, January 04, 2009
Tuesday, December 16, 2008

uhu...
się porobiło. Zastygło, zdecydowanie coś zastygło, a z pewnością zastygłem ja. Od ostatniego wpisu minął ponad rok. Co się zdarzyło w międzyczasie? Analogicznie patrząc wstecz:
- grudzień 2007; powrót do pracy w OPT, Wrocław
- rozruchowa nuda...
- kwiecień; trasa Max Tundra + studia, semestr i wakacje
- wyjazd do Rumunii (lipiec 2008) w jak zawsze miłej asyście Zbigniewów (Gosia+Michał Zapalscy)
- sierpień festiwalowy we Wrocławiu + kiblowanie w pracy...
- wrześniowy rozruch powakacyjny, pisanie pracy licencjackiej od czerwca...
- październik ciepło (+ trasa Lonely Drifter Karen)
- listopad SF-KFMR w OPT
- grudzień obrona dyplomu, oficjalne zakończenie studiów...
Tak, tak - trwało to całe, a nawet ponad 8 długich zaocznych lat. Jakby nie patrzeć jak z bata strzelił, urósł mi brzuch, klata piersiowa, no i w ogóle zmężniałem fizycznie przez rok. Dokładnie mija też rok jak mieszkam z Iwoną na Długiej 66/6.
Reasumując: rok udany, choćby dlatego, że skończyłem w końcu studia. Poza tym ekstremalnie stagnacyjnie, jak chyba nigdy jeszcze. Przyplątała się jebitna zamuła, z którą ciężko skończyć ponieważ konformistyczna wygoda wieku średniego zaczęła się już udzielać mi. Rany, co za bełkotliwa składnia... I teraz tak, albo coś się zmieni albo następny wpis za dwa lata i potem już tylko gorzej.
Aha w międzyczasie założyłem nowy zespół z Kubą Majchrzakiem i Hubertem Kostkiewiczem - THE KURWS. Wszystko stało się jakoś w rocznicę obchodów świąt pierwszomajowych, i teraz nagraliśmy u Konia pseudo EP-kę... ... aha, no i Sina przeprowadziła się do Wrocławia jesienią, Batman wrócił właśnie z Chicago, a Frida wyjechała do Gruzji, gdzie 8 sierpnia w dniu otwarcia igrzysk olimpijskich wybuchła wojna z Rosją. Ponadto G.W. Bush (wieśniak wszechczasów) kończy kadencję i nowym prezydentem został pierwszy czarnoskóry człowiek - Barack Obama. Właściwie to nie wiem dlaczego o tym pisze, wydaje mi się to dosyć ważne.
a muzycznych spraw - trochę się wymixowałem. w tym roku kilka małych koncertów (31 Knots, Jonquil, + różne takie tam do odkopania w archiwum OPT).
suma sumarum - pracować mi się trochę nie chce, wszystko chyba z tej stagnacyjnej zamuły, hmm... tak czy owak - czas pokaże.
ps. odnalazłem ciągle ginące zdjęcia z brazylii, argentyny i galicji :-)
ps1. zacząłem znowu jeździć na nartach! :-)
pp2. zapomniałem o najważniejszym! Karolina urodziła dziecko - Pola Reimus już jest!!

Polex Reimus

Berga Michel Jarre

Tatex i ja

Urodziły się cztery, przetrwały dwa...

Dyplomowe

Iwex, Dawex, Sinex - homeless @ Piławska 6/12

G23 - 28.urodziny Bergi oraz Iwexa
Hubex, Kubex, Dawex - The Kurws
Bergex, Zapex, Gosiex, Iwex - któreś tam już piwko w Vama Veche, Rumunia




